O studniówce mówi, się że to pierwszy poważny bal w dorosłym życiu młodych ludzi. Dorosłych. Słowo klucz. A jednocześnie słowo problem. Gdy czyta się regulaminy studniówki, można mieć bowiem wrażenie, że to regulamin Balu Przedszkolaka.

Sezon studniówkowy 2020 właśnie się rozpoczął. Jak co roku pojawią się w związku tymi imprezami problemy. Na skrzynkę mailową fanpage’a czy na grupę na Facebooku (Umarłe Statuty – o prawach ucznia) trafiają wiadomości: „w tym roku nauczycieli wymyślili…”, „czy dyrekcja może zabronić…”, „rada rodziców każe przynieść zgody rodziców…”.

Studniówka, zamiast być wspaniałym momentem dla uczniów i nauczycieli, staje się festiwalem bezprawnych, absurdalnych i karykaturalnych postanowień, przepisów i decyzji.

Zacznijmy w ogóle od kwestii organizatora studniówki, jeśli ta odbywa się poza szkołą – a tak jest w większości przypadków. Wówczas organizatorem nie jest szkoła, a rodzice i uczniowie czy też jakieś inne podmioty. To one odpowiadają za przebieg imprezy, za bezpieczeństwo uczestników, catering, muzykę. Jeśli poproszą nauczycieli o pomoc i ci się zgodzą, to świetnie – nauczyciele mogą na przykład pomoc z nauką poloneza.

Nauczyciele jednak nie pełnią „z urzędu” funkcji ochroniarza na studniówce. Chyba że się na taką funkcję – za prośbą organizatora – zgodzą, wtedy to całkiem co innego.

Studniówka to nie szkolna dyskoteka na sali gimnastycznej.

Dlatego nigdy nie zrozumiem, dlaczego zdarza się, że nauczyciele i dyrektorzy chcą nakładać kary statutowe za nieodpowiednie zachowanie czy spożywanie alkoholu i „straszą” nimi uczniów. Jak tak, to ja proponuje jeszcze oddelegowywać nauczycieli na imprezy osiemnastkowe, będzie można wpisać uwagę do dziennika: za wódkę na stołach, za głośne zachowanie, za bieganie po korytarzu, opuszczanie lokalu, w którym jest impreza. W Polsce przecież osoby pełnoletnie mogą pić alkohol, chyba że akurat statut im zabrania. A wiadomo, że wszelkie prawodawstwo nijak ma się do potęgi statutu szkoły.

Tak samo nie mieści mi się w głowie, że to nauczyciel zbiera pieniądze na studniówkę. Że każdy ma zatańczyć poloneza, bo jak nie, to będzie to ocenione w ramach zajęć wychowania fizycznego na ocenę niedostateczną. Że uczeń odpowiada za zachowanie (o zgrozo!) swojego partnera. Że obowiązuje strój galowy. Że wychowawca zbiera zgody na udział w studniówce. Że trzeba podać numer do rodziców partnera. Że trzeba podać adres zamieszkania partnera i informację, kto go odbierze ze studniówki. Że na imprezie nie można pić alkoholu, palić papierosów, wychodzić poza budynek tudzież oddalać się za daleko. Że zachowanie na studniówce będzie miało wpływ na ocenę zachowania. Że ma nie być DJa, tylko orkiestra.

To nie prawo powielaczowe z czasów PRL. To polska szkoła w XXI w. i przykłady z ostatnich dni. Najgorsze, że wszystkie wymienione wcześniej „zasady” wymyślają szkoły i nauczyciele. A przecież to nie impreza, którą oni organizują.

I to by było tyle uwag do nauczycieli. Jedna rada: nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. Na studniówkę warto iść, ale jako gość, nie nauczyciel. Nauczyciel też ma życie prywatne i może chodzić na imprezy w swoim wolnym czasie.

A teraz będzie do rodziców, bo to oni w głównej mierze organizują studniówki. W tworzeniu dziwnych zasad przebijacie szkoły. Ostatnio widziałem kilka regulaminów studniówek i jedyne co pozostaje, to gorzko zapłakać.

Zacznijmy od zakazu opuszczania budynku. Przecież na prywatnej imprezie organizator nie odpowiada za zapewnienie bezpieczeństwa jej uczestnikom przez cały czas trwania imprezy, gdziekolwiek by ci uczestnicy nie byli. Jeśli ktoś wyjdzie z budynku, to przecież na własną odpowiedzialność. To (w większości) dorośli ludzie.

Zgoda od rodzica. Od uczestnika niepełnoletniego – nie mam zastrzeżeń. Ale od dorosłej osoby! Gdy ktoś przyjdzie z 21-letnim partnerem, to ten ma iść do mamy po zgodę?! W wieku 21 lat można być już całkiem samodzielnym. I żeby nie było że ściemniam – ostatni post na blogu: https://www.facebook.com/StowarzyszenieUmarlychStatutow/photos/pcb.504436740196313/504436686862985/?type=3&theater. Sam też w tym roku jako osoba towarzysząca idę na studniówkę i zostałem poproszony o podanie numeru telefonu do mojego… rodzica! Jak będę niegrzeczny, będą dzwonić po mamę?

Jak komuś się zechce kliknąć w wyżej zamieszczony link, to przeczyta w zamieszczonym wpisie regulamin, w którym stoi, że uczestnika ma odebrać rodzic lub osoba przez niego upoważniona. Taki przepis jest tylko z pozoru śmieszny. Aż boję się wyobrażać jego egzekwowania. Uczniów pewnie postraszy się uwagą do dziennika. A pozostałe osoby? Będzie siłą przetrzymywało? No i nie mogę też nie zadać pytania: czy nauczycieli też mają odbierać rodzice?

Ponadto są kontrole osobiste, czasem zdarzają się zakazy przyjścia z partnerem tej samej płci (na szczęście to przypadki jednostkowe, marginalne – ale smuci fakt, że komuś przychodzi do głowy to regulować). Zbieranie danych osobowych różnej maści, bez poszanowania dla zasady minimalizacji, nieprzestrzeganie zasad bezpiecznego przechowywania tych danych (a potem giną zgody rodzica z numerem PESEL dorosłej osoby – a było po prostu tych zgód nie wymagać). Tu, gdzie to mityczne RODO powinno mieć zastosowanie, nagle znika. Składka na studniówkę to kolejna kwestia budząca kontrowersje – bo nie wiadomo do końca kto zbiera, rozliczenie kosztów nie jest jawne, rezygnacja z imprezy nie pozwala odzyskać nawet części kosztów.

Uczniowie pytają – co robić i jak temu zaradzić.

Jeśli szkolna kadra wykazuje studniówkową nadgorliwość, to organ sprawujący kontrolę (czytaj: kuratorium) chyba znacie. We wszystkich wypadkach, w których będziecie ukarani za zachowanie na studniówce szkolnym systemem kar, gdy szkoła będzie wyciągała wobec was jakieś konsekwencje – piszcie do nas na profil Stowarzyszenie Umarłych Statutów.

A co z rodzicami? Tu kuratorium nie pomoże. Tu miejsce na wasz młodzieńczy aktywizm. Na odezwanie się. Na zainicjowanie merytorycznej dyskusji. Nikt nie zadba o wasze prawa tak, jak wy sami to zrobicie. Pokażcie, że jesteście dorośli.


Studniówka to pomieszanie z poplątaniem. Z organizacji wyłącza się uczniów, na to miejsce – bezprawnie i niepotrzebnie – wchodzi szkoła. Rodzice, którzy organizują studniówkę, tworzy takie zasady, że ręce załamywać. A przecież warto byłoby to zmienić. Przestać wmawiać sobie i innym, że to szkolna impreza. Odpuścić. Pozwolić rodzicom i uczniom zorganizować tę imprezę samodzielnie.

Rodzice powinni współdziałać ze swoimi dziećmi. Część spraw mogą przecież załatwić sami uczniowie. Warto im na to pozwolić – a sobie odjąć trochę obowiązków.

I trochę zwolnić, nie dać się zwariować, nie chcieć regulować wszystkiego od A do Z.


Zanim podniosą się głosy krytyki: felieton musi używać hiperboli, musi pokazywać najjaskrawsze przykłady, musi budzić emocje. To co powyżej – to nie zarzuty wobec każdej szkoły, każdego rodzica, każdej studniówki. To zbiór jakichś absurdów, z którym w ostatnim czasie miałem styczność. Absurdów, których nie warto powielać.

Tymczasem – miłych studniówkowych zabaw, bez złych emocji i niepotrzebnych nerwów. Wkrótce przecież matura – i wtedy będą nerwy.


5 Komentarzy

Nauczyciel · 13 lutego 2020 o 19:23

No cóż, w ten sposób chyba studniówki umrą śmiercią naturalną

    Łukasz Korzeniowski · 13 lutego 2020 o 20:18

    Nie muszą umierać, ale szkoła nie musi brać na siebie tego obowiązku. Dla nauczycieli to chyba lepsze rozwiązanie, bo odejmuje im obowiązków. Studniówki potrzebują małego liftingu 😉

      Nauczyciel · 13 lutego 2020 o 20:25

      Co prawda pytanie nie dotyczy bezpośrednio tego tekstu, ale jak ma wyglądać usprawiedliwienie pełnoletniego ucznia. Może być no. Dzisiaj nie byłem w szkole bo mi się nie chciało?

        Łukasz Korzeniowski · 14 lutego 2020 o 15:14

        Usprawiedliwienie, jak sama nazwa wskazuje, powinno podawać powody usprawiedliwiające nieobecność. Powody te podlegają ocenie pod kątem zasadności, której dokonuje wychowawca przyjmujący wniosek o usprawiedliwienie. Jeśli wskazany powód będzie brzmiał „bo mi się nie chciało”, to trudno uznać to za okoliczność usprawiedliwiająca nieobecność.

          gres · 14 września 2020 o 20:00

          Tak na marginesie odnośnie usprawiedliwiania. Dawno temu zdarzyło się że dokonywałem tzw. wysłuchania małoletniego w postępowaniu o demoralizację (z uwagi na nieobecności w szkole). sprowadzało się to do wypytania bodajże dwunastolatka dlaczego w konkretnym okresie nie był w szkole – grzecznie wyraźnie przestraszony wyjaśniał ze „mu się nie chciało”. Przy którejś kolejnej dacie stwierdził jednak, że akurat ta nieobecność jest usprawiedliwiona bo do szkoły nie poszedł bo zaspał 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *