Estetyka – według słownika PWN – to ładny, gustowny wygląd czegoś. A przecież o gustach, odwołując się do słynnej łacińskiej sentencji, się nie dyskutuje.

Ta wątpliwej jakości mądrość zazwyczaj używana jest właściwie jedynie do zakończenia niewygodnej dla kogoś dyskusji. Rozmawiamy o gustach niemal codziennie, ciągle i cały czas, zaczynając od pochwalenia dziecięcego rysunku, a kończąc na skrytykowaniu ostygłej już kawy. Dyskusja nie upoważnia nas jednak do utrzymywania naszego personalnego gustu jako najwyższego i jedynego standardu; a niektórzy sobie takie prawo uzurpują.

Mowa tutaj nie o krzykaczach krytykujących najnowszy film z uniwersum Gwiezdnych Wojen, ale o nauczycielach oceniających uczniowskie zeszyty. Ocenianie zeszytu to być może dla części osób relikt przeszłości czy też coś wywołującego skojarzenie z edukacją wczesnoszkolną. Dla wielu pedagogów to obecnie jednak kolejny sposób na „nabicie” odpowiedniej liczby ocen i nadal powszechna praktyka. Wystąpienie przeciw temu zjawisku nie jest zadaniem łatwym.

Wypaczony pomysł

Idea oceniania uczniowskich zeszytów jest, z założenia przynajmniej, słuszna. Ma ona wypracować regularność w prowadzeniu zeszytu i robieniu notatek oraz ogólną, choć bliżej nieokreśloną, staranność. To ostatnie wzbudza pewne zastrzeżenia, przede wszystkim, gdy staranność nauczyciel sprawdzający krzyżuje z estetyką, nie zawsze idącą przecież w parze z funkcjonalnością. Wykładowa forma lekcji, najczęściej wynikająca z przeładowanego programu nauczania (zazwyczaj niepotrzebnie wykraczającego poza podstawę programową!) sprawia, że zeszyty uczniów stają się raczej transkrypcją słów nauczyciela niż zbiorem notatek. Nic więc dziwnego, że w chwili, w której treść zeszytu nauczycielowi jest dobrze znana, jego uwaga przesuwa się na kwestie estetyczne, niemal kosmetyczne w oczach niektórych.

Pojawia się tutaj zagadnienie owej estetyki, przewijającej się jako wymaganie wielokrotnie w całej edukacji. Spotkać można się z nim już przy pierwszym obrazku zadawanym dzieciom do narysowania; obrazek zyskuje miano „ładny” lub brzydki” oraz oczywiście ocenę. Uczeń istotnej informacji zwrotnej zazwyczaj nie otrzymuje. Nauczyciel w tak krótkiej opinii nie jest w stanie zawrzeć przecież stopnia zrealizowania tematu, bardzo często oceniając pracę na tak zwany pierwszy rzut oka. To niejako przywraca nas do tematu zeszytów i też nieodłącznie pisma.

Pismo – jak właściwie wszystko w szkole, nie licząc oddychania – podlega rzecz jasna ocenie. Nie popadajmy w skrajności, oczywiście czytelność jest koniecznością uzyskaną w czasie szkolnej edukacji, cenna jest również schludność. Wsparcie i nacisk w tej kwestii w edukacji wczesnoszkolnej istotny jest w rozwoju motoryki. Im uczniowie są starsi, tym bardziej ten argument traci jednak na wartości i zupełnie niezrozumiała staje się krytyka nauczycieli względem pisma uczniów. Określenia „koślawe” czy „nierówne” pojawiają się często nawet w szkołach średnich. Czasem to nawet skryta groźba, jakoby wygląd pisma miał wpływać na wynik egzaminu maturalnego. Wciąż powracające zagadnienie rzekomej potrzeby estetyki obnaża dziwne, niemal systemowe problemy oceniania wyglądu zamiast czytelności i najzwyczajniej w świecie – merytoryki.

Pomazana okładka i zapis dat

Sposób robienia notatek to kwestia bardzo indywidualna. Niektórzy preferują tekst ozdobiony użyciem zakreślaczy, inni przejrzyste wypunktowanie poszczególnych haseł. Na lekcjach zazwyczaj notuje się wszystko „na zapas”, w razie, gdyby nauczyciel nabrał chęci na zapytanie o jakiś konkretny szczegół.. Nierzadko są to więc zapiski chaotyczne, pokreślone, zwyczajnie niestaranne ze względu na tempo pisania. Z kolei, jeśli uczniowie na przykład nie notują a jedynie słuchają, zazwyczaj potrzebują zająć czymś ręce. Bazgranie po okładce albo zamalowywanie kratek na marginesie to pierwsze, co może przyjść do głowy mniej lub bardziej znudzonemu uczniowi.

Mniej więcej w tym momencie ocenianie zeszytów – a zazwyczaj ich estetyki – staje się dosyć abstrakcyjnym pomysłem. Nagle krytyce podlega charakter pisma, podział na akapity, zanotowanie tematu lekcji, treść marginesów oraz numerowanie lekcji i wpisywanie dat. Merytoryka schodzi na drugi plan; ważne, czy przy przekartkowaniu zeszytu widać kolorowe podkreślenia, równe tabelki i uważnie wykaligrafowane daty. I żeby tylko oczywiście się nie okazało, że okładka się naderwała… strach pomyśleć, co wtedy!

Ale żeby tu chociaż o okładkę chodziło. Wielu nauczycieli wymaga konkretnego zeszytu, na przykład zaakceptują wyłącznie taki w linie lub tylko mający przynajmniej sześćdziesiąt kartek. Część oburzy się na samą myśl o notowaniu na pojedynczych kartkach, nawet jeśli zebrane są w teczce lub segregatorze. Nieistotne jest, jak uczniowi jest lepiej się uczyć – istotne jest, co jest wygodniej sprawdzać.

Chcieli dobrze, wyszło jak zwykle

Idea nauczenia uczniów pilności i staranności w zderzeniu z rzeczywistością odnosi raczej poważne szkody. Z jednej strony mówimy o tym, żeby notatki były treściwe, przemyślane, łatwe do zrozumienia. Z drugiej strony natomiast wychodzi nasza ludzka natura, która wszystkiemu co widzi przypisuje pewną wartość, estetyczną lub inną. Próby pokonania tego są niekiedy pokraczne, bo zamiast domagać się kolorowych podkreśleń, nauczyciel domaga się na przykład numerowania lekcji. Inny może mieć za to pretensję o zabazgrane marginesy, jeszcze inny niezadowolony będzie z kratek zamiast oczekiwanych linii. Ostatecznie więc i tak sprowadzi się to do jednego, czyli niemożliwej do określenia wymaganiami estetyki, tak bardzo mylonej ze starannością.

Każdemu przyjemniej patrzy się na zeszyt wykaligrafowany, kolorowy, z czystą okładką. Ale czy to o przyjemne patrzenie powinno chodzić? Wymuszona, rzekoma właściwie estetyka jest nieporównywalnie gorsza od tej naturalnie nabytej poprzez kontakt z kulturą i sztuką. To skupienie się na indywidualnym rozwoju może jednak nie pasować do wymyślonych ram programowych. A to niezręczne, problematyczne, niewygodne.

Bo ma być do linijki. Oczywiście tej w zeszycie.


Przypominamy, że zgodnie z art. 44b ust. 1 i 3 ustawy o systemie oświaty niezgodne z prawem jest ocenianie estetyki zeszytów, charakteru notatek, wyglądu. Wyjątek stanowi jedynie sytuacja, gdy uczniowie w ramach zadania mają wykonać notatkę: wtedy można oceniać ją pod kątem merytorycznym i ewentualnie pod kątem formy – o ile zostało to sprecyzowane.


Grafika: Obraz Photo Mix z Pixabay


Aleksandra Kuśmierz

Studentka biologii aspirująca na nauczycielkę. Zawsze lubiła pisać, więc teraz chce zrobić z tym coś dobrego i trochę poszturchać kijem największe problemy polskiej edukacji. Od ponad dwóch lat codziennie publikuje na https://odjechanezwierzatka.pl/

3 Komentarze

Daniel · 13 kwietnia 2021 o 20:14

Artykuł zawiera błędy merytoryczne i niestety miesza wielu uczniom w głowach. Proponuję doczytać podstawę programową i przeredagować. W innym wypadku działacie nie na pożytek, a na szkodę uczniów. A to już niezbyt fajne.

Dwojra · 13 kwietnia 2021 o 21:25

Szanowni Państwo, uprzejmie proszę nie wprowadzać uczniów w błąd. Zeszyt nie jest tylko i wyłącznie sprawą ucznia, o czym wyraźnie mówi podstawa programowa i zapis o dokumentowaniu swojej pracy przez ucznia. Warto byłoby o tym wspomnieć, by nie działać na szkodę ucznia, który przez takie niedomówienie próbuje walczyć za pomocą artykułu autorstwa „studentki aspirującej na nauczycielkę” z zapisami podstawy programowej.

Pppp · 29 kwietnia 2021 o 17:53

Mogę się założyć, że pan/i jest nauczycielem/ką, któremu/rej uczeń wyjechał z tym artykułem i po prostu złość wzięła górę. Nawet jeśli napisała to ” studentka aspirująca na nauczycielkę” a zna się na prawie to robienie z igły widły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *